Europejska polityka klimatyczna pochłania coraz większe środki, podnosi poprzeczkę przemysłowi i wymaga kolejnych gigantycznych inwestycji. Teraz Komisja Europejska chce, aby znacznie większą rolę w finansowaniu strategicznych celów Unii odgrywał prywatny kapitał Europejczyków. Dla Polski, która dopiero przechodzi kosztowną przebudowę energetyki i przemysłu, powinien to być powód do bardzo poważnej dyskusji.
Komisja Europejska nie wycofuje się z dotychczasowego kierunku polityki klimatycznej. W marcu 2026 roku Unia przyjęła prawnie wiążący cel ograniczenia emisji netto o 90 proc. do 2040 roku względem 1990 roku, przy utrzymaniu celu neutralności klimatycznej w 2050 roku.
Jednocześnie sama Komisja przyznaje, że skala koniecznych inwestycji jest ogromna. Tylko transformacja czystej energii ma wymagać około 660 mld euro inwestycji rocznie do 2030 roku, a następnie około 695 mld euro rocznie w latach 2031–2040. Bruksela wprost wskazuje, że publiczne pieniądze nie wystarczą i konieczne będzie pozyskanie znacznie większego kapitału prywatnego.
I właśnie w tym miejscu pojawia się Unia Oszczędności i Inwestycji – Savings and Investments Union.
Oszczędności obywateli mają „pracować” na cele Unii
Oficjalnie projekt przedstawiany jest bardzo atrakcyjnie. Europejczycy mają otrzymać większy wybór możliwości inwestowania, osiągać lepsze stopy zwrotu, a przedsiębiorstwa – łatwiejszy dostęp do finansowania.
Ale Komisja nie ukrywa drugiej części tego planu.
Unia Oszczędności i Inwestycji ma stworzyć system, który będzie skuteczniej łączył prywatne oszczędności Europejczyków z inwestycjami realizującymi strategiczne cele UE, w tym transformację klimatyczną, energetykę, innowacje czy obronność. Komisja wskazuje nawet, że obywatele, lokując część swoich pieniędzy w inwestycjach produkcyjnych, mogą finansować unijne cele takie jak właśnie transformacja klimatyczna.
Zamiast przede wszystkim zmniejszać koszty prowadzonej polityki, pojawia się pokusa poszukiwania kolejnych źródeł jej finansowania – także poprzez fundusze, produkty inwestycyjne i systemy oszczędnościowe obywateli.
I tu trzeba postawić zasadnicze pytanie:
czy europejska polityka klimatyczna ma być na tyle kosztowna, że po środkach budżetowych, opłatach za emisję, nowych inwestycjach przedsiębiorstw i kosztach ponoszonych przez gospodarstwa domowe trzeba będzie jeszcze coraz szerzej angażować prywatne oszczędności obywateli?
Polacy oszczędzają na mieszkanie, emeryturę i bezpieczeństwo rodziny – nie na realizację politycznych planów Brukseli
Nie wolno zacierać jednej podstawowej granicy.
Prywatne oszczędności są własnością obywateli.
Nie są dodatkowym budżetem Komisji Europejskiej. Nie powinny być traktowane jako brakujące ogniwo finansowania transformacji tylko dlatego, że koszty realizacji ambitnych celów klimatycznych okazują się coraz większe.
Na dziś Unia Oszczędności i Inwestycji nie przewiduje przymusowego zabierania pieniędzy z rachunków bankowych ani obowiązkowego inwestowania ich w „zielone” projekty. Komisja mówi o dobrowolnym uczestnictwie obywateli i poszerzeniu możliwości inwestycyjnych.
Ale właśnie dlatego warto patrzeć nie tylko na dzisiejsze przepisy, lecz także na kierunek zmian.
Komisja zachęca państwa do zwiększania udziału obywateli w rynkach kapitałowych, rozwijania dodatkowych systemów emerytalnych i zwiększania roli długoterminowych inwestycji. W 2026 roku zalecenia w ramach europejskiego semestru ponownie objęły między innymi promowanie dodatkowych systemów emerytalnych oraz działania związane z budową Unii Oszczędności i Inwestycji.
Dlatego pytanie o to, kto będzie decydował, gdzie ostatecznie popłynie coraz większy strumień europejskich oszczędności, nie jest żadną teorią spiskową. Jest normalnym pytaniem o bezpieczeństwo finansowe obywateli, zakres regulacji i przyszły kształt europejskiego rynku kapitałowego.
Polska może ponieść koszty znacznie większe niż bogatsze państwa Zachodu
Dla naszego kraju problem jest szczególnie poważny.
Polska przez dziesięciolecia budowała bezpieczeństwo energetyczne przede wszystkim na własnych surowcach. Dziś w niezwykle krótkim okresie oczekuje się przebudowy energetyki, ciepłownictwa, transportu oraz ogromnej części przemysłu.
Jednocześnie system ETS nadal wpływa na koszty energetyki i przemysłu, a Unia nie rezygnuje z dalszej dekarbonizacji. Komisja zaproponowała w lipcu 2026 roku kolejną rewizję EU ETS właśnie w związku z realizacją celu klimatycznego na 2040 rok.
Nawet sama Komisja w analizie dotyczącej Polski wskazuje, że w 2025 roku nasze hurtowe ceny energii elektrycznej należały do najwyższych w Unii – Polska zajmowała pod tym względem dziewiąte miejsce w UE. Komisja wskazuje przy tym zarówno na koszt paliw kopalnych, jak i niedostateczną elastyczność systemu energetycznego oraz ograniczenia infrastrukturalne.
Oznacza to, że Polska już dziś musi finansować ogromną modernizację systemu energetycznego.
I w takiej sytuacji Bruksela proponuje jeszcze większą mobilizację prywatnego kapitału na realizację unijnych priorytetów.
Najpierw podniesiono koszty. Teraz poszukuje się pieniędzy na ich sfinansowanie
To właśnie jest największa słabość obecnego modelu.
Przez lata Unia Europejska tworzyła kolejne wymagania klimatyczne, system ETS, normy emisyjne, obowiązki inwestycyjne i cele redukcyjne. Dzisiaj problem konkurencyjności europejskiego przemysłu jest już na tyle poważny, że sama Komisja uczyniła jego odbudowę jednym z najważniejszych tematów swojej polityki.
Zmienił się język Brukseli, ale zasadniczy kierunek polityki pozostał ten sam – ETS pozostaje, Zielony Ład pozostaje, a cel 90-procentowej redukcji emisji do 2040 roku również pozostaje.
I trudno nie zauważyć sprzeczności.
Z jednej strony mówi się o odbudowie konkurencyjności europejskiego przemysłu i tańszej energii.
Z drugiej – utrzymuje się niezwykle ambitne cele klimatyczne wymagające setek miliardów euro inwestycji każdego roku.
A kiedy pieniędzy publicznych zaczyna brakować, coraz większa uwaga kierowana jest na prywatny kapitał obywateli.
Zielona transformacja nie może być finansowana kosztem bezpieczeństwa zwykłych rodzin
Ochrona środowiska, modernizacja energetyki czy rozwój nowych technologii są potrzebne. Dyskusja powinna jednak dotyczyć tempa, kosztów i sposobu ich realizacji.
Nie można prowadzić transformacji w oderwaniu od możliwości gospodarki.
Nie można wymagać od polskiego przemysłu konkurowania z Chinami, Stanami Zjednoczonymi czy państwami spoza Unii, jednocześnie nakładając na europejskie przedsiębiorstwa znacznie większe obciążenia regulacyjne i kosztowe.
Nie można również dopuścić do sytuacji, w której prywatne oszczędności Europejczyków zaczną być postrzegane przede wszystkim jako wielki niewykorzystany kapitał potrzebny do sfinansowania polityki tworzonej w Brukseli.
Oszczędności mają przede wszystkim dawać ludziom bezpieczeństwo – na emeryturze, w przypadku choroby, utraty pracy, na zakup mieszkania czy pomoc dzieciom.
Jeżeli obywatele dobrowolnie zdecydują się inwestować swoje środki – powinni mieć do tego pełne prawo.
Ale państwo i instytucje europejskie powinny zagwarantować, że ich pieniądze nie staną się kolejnym instrumentem realizacji polityki klimatycznej poprzez system zachęt, regulacji i finansowego sterowania przepływem kapitału.
Polska powinna patrzeć przede wszystkim na własny interes gospodarczy
Dla Polski transformacja musi oznaczać modernizację, a nie likwidację własnych przewag gospodarczych.
Powinna oznaczać inwestowanie w nowe źródła energii, sieci, magazyny, energetykę jądrową i nowoczesne technologie, ale z zachowaniem bezpieczeństwa energetycznego i miejsc pracy.
Nie możemy dopuścić do sytuacji, w której najpierw osłabimy własny przemysł przez wysokie koszty energii, później zwiększymy zależność od importowanych technologii i produktów, a na końcu jeszcze skierujemy oszczędności europejskich rodzin na finansowanie systemu, który do tego doprowadził.
To już nie jest wyłącznie dyskusja o ekologii.
To dyskusja o przyszłości polskiego przemysłu, energetyki, miejsc pracy i – coraz wyraźniej – również o tym, w jaki sposób w przyszłości wykorzystywany będzie prywatny kapitał Europejczyków.
I dlatego Unia Oszczędności i Inwestycji powinna być w Polsce analizowana z wyjątkową uwagą.
Bo prywatne oszczędności obywateli nie mogą stać się lekarstwem na rosnące koszty polityki klimatycznej Unii Europejskiej.
Marek Szczepanik
+ 48 32 757 23 35
Adres: Polska Grupa Górnicza
40-039 Katowice ul. Powstańców 28