W likwidowanej katowickiej kopalni "Wujek" doszło do związkowego protestu w obronie... dyrektora zakładu.
WZZ "Sierpień 80" przedstawia protest w kopalni "Wujek" jako walkę o pracowników, bezpieczeństwo i racjonalny sposób likwidacji zakładu. Trudno jednak nie zauważyć, że w centrum tej batalii znalazła się przede wszystkim obrona konkretnego człowieka - dyrektora zakładu. Pod ziemią najpierw protestowało jedenastu pracowników. W kolejnych dniach do protestu dołączyli kolejni pracownicy. Co ciekawe, petycję dotyczącą pozostawienia dyrektora podpisały wszystkie działające na "Wujku" organizacje związkowe. Nie była to zatem wyłącznie akcja "Sierpnia 80". To właśnie przedstawiciele tego związku nadali jej jednak najbardziej zdecydowany i konfrontacyjny ton. Zanim jednak przedstawimy podłoże protestu, zanurzmy się przez chwilę w historię.
Gena nie wydłubiesz...
Jest sierpień 1980 roku. Kopalnia "Manifest Lipcowy" w Jastrzębiu-Zdroju. Górnicy nocnej zmiany odmawiają zjazdu pod ziemię. Mają dość pracy przez siedem dni w tygodniu, fatalnych warunków i systemu, w którym człowiek liczy się mniej niż wykonanie planu.
Na kopalnię przyjeżdża jej dyrektor. Nie próbuje uspokoić sytuacji ani rozmawiać z załogą. Według relacji uczestników strajku zaczyna krzyczeć, obrażać ludzi i nakazywać im powrót do pracy. Do dozoru ma powiedzieć, aby wziął protestujących "za pysk". Wcześniej ludzi zatrudnionych w kopalni miał nazywać "osłami". To aroganckie i wulgarne zachowanie dyrektora staje się jedną z iskier zapalających protest. Górnicy upominają się nie tylko o wolne soboty i niedziele, wynagrodzenia oraz warunki pracy. Upominają się o elementarną godność - o prawo do tego, aby przełożony traktował ich jak ludzi.
W 1980 r. rodzący się ruch związkowy stawał po stronie ludzi przeciwko dyrektorowi, którego sposób zarządzania uwłaczał ich godności. W 2026 r. przedstawiciele związku zawodowego stają w pierwszym szeregu w obronie stanowiska dyrektora, mimo że Polska Grupa Górnicza zapewnia, iż jego odwołanie nie zmieni warunków zatrudnienia, wynagrodzeń ani praw pracowników.
Wtedy górnicy domagali się, aby dyrektor odszedł. Dzisiaj związkowcy domagają się, aby dyrektor pozostał. Wtedy załoga walczyła o odzyskanie podmiotowości wobec kierownictwa. Dzisiaj obrona kierownika przedstawiana jest jako obrona załogi. Wtedy dyrektor miał przeciwko sobie górników. Dzisiaj ma po swojej stronie związkowych liderów, którzy przekonują, że jego odejście zagrozi właściwemu przebiegowi likwidacji kopalni.
Historia nie powtarza się dosłownie. Czasami układa jednak wydarzenia w wyjątkowo gorzką ironię. Obu dyrektorów łączy to samo nazwisko: Duda. Łączy ich nie tylko nazwisko, łączą ich więzy krwi: ojciec Władysław, syn Tomasz. Ktoś by pomyślał, że syn nie wdał się w charakter ojca. Nic bardziej mylnego.
Kontrowersyjny prezes
W 2019 r., kiedy Tomasz Duda kierował kopalnią "Sośnica", do mediów trafiły anonimowe zarzuty dotyczące m.in. mobbingu, przenoszenia pracowników w ramach kary, nadgodzin i wypowiedzeń związanych z długotrwałą nieobecnością chorobową. Państwowa Inspekcja Pracy wydała jednak zalecenia odnoszące się do przestrzegania przeciętnie pięciodniowego tygodnia pracy oraz udzielania dni wolnych.
Tu rodzi się bliska relacja Dudy z WZZ "Sierpień 80". Jak reagował wówczas szef tego związku, Bogusław Ziętek? Informował, że nic nie wie o niewłaściwych relacjach, że do związku nie wpłynęły skargi, a pojawiające się informacje wiązał z działalnością osoby, która - w jego ocenie - szkodziła kopalni.
Nic dziwnego, że Ziętek wstawiał się za Dudą. Szykany, jakie spotykały na "Sośnicy" wielu pracowników, jakimś cudem zawsze omijały pracowników należących do WZZ "Sierpień 80". Przyrost liczebności tego związku na "Sośnicy" był wprost proporcjonalny do aktywności dyrektora Dudy.
Niedługo po tym Tomasz Duda zaczął pełnić funkcję wiceprezesa Tauron Wydobycie do spraw technicznych. Po zaledwie kilku tygodniach jego pracy "Solidarność" i inne działające w spółce organizacje związkowe zażądały jego odwołania oraz zapowiedziały protesty.
Związkowcy zarzucali mu podejmowanie decyzji, które - w ich ocenie - mogły zagrażać bezpieczeństwu pracowników dołowych. Wskazywali m.in. na prowadzenie robót w rejonach wcześniej wyłączonych z powodu pożarów, brak wymaganych pomiarów klimatycznych, nieprzestrzeganie norm czasu pracy oraz kierowanie ludzi do pracy w miejscach, gdzie temperatura miała przekraczać dopuszczalne wartości. Przewodniczący zakładowej "Solidarności" Waldemar Sopata mówił również o braku dialogu i niewłaściwym traktowaniu pracowników. Informował, że sprawę zgłoszono do Okręgowego Urzędu Górniczego. Związkowcy zapowiadali pikiety przed siedzibami Tauron Wydobycie i Tauron Polska Energia, jeżeli rada nadzorcza nie odwoła wiceprezesa. Duda został odwołany po kilku tygodniach.
Trafił za sprawą swojego bliskiego przyjaciela, ówczesnego wiceministra aktywów państwowych Adama Gawędy, do Zarządu Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Przetrwał w JSW SA znacznie dłużej, bo ponad rok. Odszedł także na skutek protestu związkowców, którzy zarzucali mu działania mobbingowe, knucie intryg i chaos w obszarze zarządczym. Jego okres panowania w JSW SA charakteryzował się paraliżem decyzyjnym, wstrzymaniem szeregu decyzji inwestycyjnych. Kto wie, czy one nie kładą się dziś cieniem na trudnej sytuacji finansowej tej spółki.
Duda powrócił do Polskiej Grupy Górniczej na mało eksponowane stanowiska. Kiedy kurz opadł i pamięć o jego wyczynach, dostał ponownie stanowisko kierownicze - dyrektora powstałego zakładu likwidacji kopalń.
Powróciły skargi na Tomasza Dudę. Publiczne krytykowanie podwładnych, agresja słowna i wyzwiska stały się na powrót normą. Jak twierdzą anonimowe źródła, dyrektor celowo wyznaczał nierealne terminy na realizację zadań, co skutkowało permanentnym stresem i próbami obarczania pracowników za błędy. Powrócił "stary, dobry..." Duda z "Sośnicy". Związkowcom, zwłaszcza tym z "Sierpnia 80", to nie przeszkadzało. Kiedy tylko pojawiły się sygnały, iż Zarząd PGG zamierza odesłać Dudę na zasłużoną emeryturę, podniósł się krzyk ze strony związkowców. Petycja do Zarządu PGG w obronie dyrektora Dudy nie poskutkowała. Poskutkować miał protest zorganizowany pod fałszywymi przesłankami.
Prawda czy fikcja?
Rafał Jedwabny z WZZ "Sierpień 80" przekonywał, że Tomasz Duda przeszkadzał w wejściu firm zewnętrznych, dlatego ktoś chce go "pozamiatać", aby inni mogli zarobić miliony. To bardzo poważna sugestia. Nie przedstawiono jednak na jej poparcie nazw firm, dokumentów przetargowych, konkretnych decyzji ani wyliczeń potwierdzających istnienie takiego mechanizmu.
Zarząd Polskiej Grupy Górniczej odpowiedział, że powoływanie i odwoływanie osób zajmujących stanowiska kierownicze należy do jego wyłącznych kompetencji. Spółka zapewniła również, że planowana zmiana w kierownictwie "Wujka" nie wpłynie na zatrudnienie, wynagrodzenia, warunki pracy ani pozostałe uprawnienia pracowników.
Powstaje więc pytanie: skoro gwarancje pracownicze nie są zagrożone, dlaczego decyzję kadrową dotyczącą dyrektora próbuje się przedstawiać niemal jak zamach na załogę?
Związkowcy WZZ "Sierpień 80" twierdzą również, że proponowany przez nich sposób prowadzenia prac pozwoli zaoszczędzić dziesiątki milionów złotych. PGG zakwestionowała te wyliczenia, wskazując że nie wynikają one z rzeczywistych danych, a sposób odwadniania likwidowanej kopalni musi uwzględniać przepisy, bezpieczeństwo i ochronę środowiska. Można krytykować Zarząd PGG i domagać się przedstawienia szczegółowych analiz. Nie można jednak własnych szacunków automatycznie podnosić do rangi bezspornych faktów, a każdej odmiennej decyzji tłumaczyć układem interesów.
Patrząc z boku na wydarzenia w kopalni "Wujek", coraz trudniej rozstrzygnąć, gdzie kończy się tu rzeczywista troska o pracowników, a zaczyna walka o zachowanie dotychczasowego układu wpływów. Obawy załogi związane z likwidacją kopalni są realne i zasługują na poważne traktowanie. Tym bardziej nie powinny stawać się argumentem w sporze, którego rzeczywistym przedmiotem jest pozostawienie na stanowisku jednego człowieka. W 1980 roku górnicy "Manifestu Lipcowego" pokazali, że kopalnia nie jest własnością dyrektora, a związek zawodowy ma być głosem załogi, nie kierownictwa. Dziś na "Wujku" warto przypomnieć sobie tę prostą zasadę. Bo być może najważniejsze pytanie w całej tej historii nie brzmi już: dlaczego Tomasz Duda ma odejść? Znacznie ciekawsze jest inne: dlaczego związkowi zawodowemu aż tak bardzo zależy, żeby został.
Jakub Michalski
+ 48 32 757 23 35
Adres: Polska Grupa Górnicza
40-039 Katowice ul. Powstańców 28