A gdzie w tym wszystkim są zwykli ludzie?
W pierwszej części zwróciliśmy uwagę na coraz większe rozdrobnienie prawej strony sceny politycznej. Prawo i Sprawiedliwość, Konfederacja, środowisko Grzegorza Brauna oraz budowane wokół Mateusza Morawieckiego Rozwój Plus mają własnych liderów, własne ambicje i coraz wyraźniej własne pomysły na przyszłość.
Można analizować sondaże, dodawać procenty, przeliczać mandaty i zastanawiać się, kto z kim będzie w stanie stworzyć przyszłą większość parlamentarną.
Ale w całej tej politycznej układance pojawia się pytanie znacznie ważniejsze:
A gdzie w tym wszystkim są zwykli ludzie?
Bo przecież wybory nie odbywają się po to, aby jeden polityk zamienił gabinet opozycji na gabinet ministra, a inny przesiadł się z ław rządowych do opozycyjnych.
Wybory powinny przede wszystkim odpowiadać na pytanie, jak będzie wyglądało życie Polaków przez następne cztery lata.
Ludzi nie interesuje polityczna matematyka
Przeciętna polska rodzina nie rozpoczyna dnia od zastanawiania się, czy jedna partia ma w sondażu 25, 30 czy 35 procent.
Znacznie częściej zastanawia się, ile zapłaci za zakupy, energię, gaz i ogrzewanie. Czy wystarczy do pierwszego. Czy rata kredytu nie wzrośnie. Czy samochód nie stanie się zbyt drogi w utrzymaniu. Czy będzie można pozwolić sobie na wakacje, remont mieszkania albo pomoc dzieciom.
Pracujący zastanawiają się, czy ich zakład będzie nadal istniał.
Przedsiębiorcy – czy kolejne koszty energii, podatki i regulacje nie pozbawią ich konkurencyjności.
Emeryci – czy po opłaceniu mieszkania i lekarstw zostanie wystarczająco dużo na normalne życie.
Młodzi – czy kiedykolwiek będzie ich stać na własne mieszkanie i czy warto planować swoją przyszłość właśnie w Polsce.
To są prawdziwe problemy wyborców.
I właśnie na nie partie aspirujące do przejęcia władzy powinny odpowiadać.
Zmiana dla samej zmiany nie wystarczy
Samo hasło odsunięcia Donalda Tuska od władzy może mobilizować najbardziej zdecydowanych przeciwników obecnego rządu. Nie jest jednak programem dla państwa.
Zwykłego człowieka powinno interesować coś więcej.
Co będzie dzień później?
Czy nowy rząd obniży koszty energii?
Czy zatrzyma rozwiązania europejskiej polityki klimatycznej uderzające najmocniej w gospodarstwa domowe i przemysł?
Jak podejdzie do ETS2 i kolejnych kosztów związanych z ogrzewaniem budynków oraz transportem?
Czy Polska będzie nadal posiadała własny przemysł, energetykę i bezpieczeństwo surowcowe?
Czy transformacja energetyczna będzie prowadzona w tempie, na które rzeczywiście stać polskie społeczeństwo i gospodarkę?
Co z ochroną zdrowia?
Co z mieszkalnictwem?
Co z demografią?
Co z wynagrodzeniami i emeryturami?
Co z bezpieczeństwem państwa?
I wreszcie – skąd będą pochodziły pieniądze na składane wyborcom obietnice?
Na te pytania nie wystarczy odpowiedzieć: „będziemy inni niż Tusk”.
Trzeba powiedzieć, co konkretnie zamierza się zrobić.
Politycy walczą, ludzie płacą rachunki
W debacie publicznej coraz więcej miejsca zajmują personalne konflikty.
Kto zostanie liderem prawicy?
Kto pokona PiS?
Czy Konfederacja wyprzedzi którąś z największych partii?
Ile głosów odbierze konkurentom Grzegorz Braun?
Ile wyborców PiS przejdzie do Mateusza Morawieckiego?
Kto z kim zawrze koalicję?
Kto kogo zdradzi?
Dla partyjnych strategów są to pytania niezwykle ważne.
Dla człowieka stojącego przy kasie w sklepie zdecydowanie mniej.
Od kolejnego politycznego sporu nie spadnie cena chleba. Od konferencji prasowej nie zmniejszy się rachunek za energię. Od następnej awantury w mediach społecznościowych nie przybędzie mieszkań, lekarzy ani dobrze płatnych miejsc pracy.
Można wygrać tysiąc politycznych potyczek i jednocześnie przegrać coś znacznie ważniejszego – zaufanie ludzi.
Prawica powinna powiedzieć, jakiej Polski chce
Jeżeli cztery środowiska po prawej stronie rzeczywiście chcą w przyszłości przejąć odpowiedzialność za państwo, powinny zacząć konkurować nie tylko nazwiskami i sondażami.
Niech konkurują programami.
Kto przedstawi lepszy pomysł na tanią i stabilną energię?
Kto pokaże realny plan dla polskiego przemysłu?
Kto zaproponuje rozwiązania dla młodych rodzin?
Kto pokaże, jak poprawić ochronę zdrowia?
Kto powie, jak ograniczyć biurokrację i koszty funkcjonowania państwa?
Kto przedstawi wiarygodny sposób na zwiększenie bezpieczeństwa Polski bez zaniedbywania potrzeb społecznych?
Kto wreszcie będzie miał odwagę powiedzieć wyborcom nie tylko to, co chcą usłyszeć, ale również to, na co państwo rzeczywiście może sobie pozwolić?
Taka konkurencja byłaby dla Polski znacznie bardziej wartościowa niż kolejna wojna o przywództwo na prawicy.
Zwykły człowiek nie powinien być tylko wyborcą raz na cztery lata
Jest jeszcze jeden problem.
Politycy wszystkich stron niezwykle chętnie przypominają sobie o zwykłych ludziach przed wyborami.
Wtedy pojawiają się spotkania, objazdy kraju, rozmowy na targowiskach, wizyty w zakładach pracy i zapewnienia, że głos obywatela jest najważniejszy.
Po wyborach rzeczywistość bywa już inna.
Decyzje dotyczące energii, podatków, transportu, ogrzewania domów, przemysłu czy rynku pracy podejmowane są często językiem wielkich strategii, wskaźników i europejskich zobowiązań.
Tymczasem za każdą taką decyzją znajduje się konkretny człowiek.
Jeżeli wzrastają ceny energii – ktoś je płaci.
Jeżeli zakład przemysłowy traci konkurencyjność – ktoś może stracić pracę.
Jeżeli ogrzewanie domu staje się droższe – ktoś musi zrezygnować z innych wydatków.
Jeżeli państwo nakłada nowy podatek albo opłatę – pieniądze nie pojawiają się znikąd. Ostatecznie wyciągane są z kieszeni obywatela albo przedsiębiorcy.
Dlatego każda wielka reforma powinna zaczynać się od prostego pytania:
ile będzie to kosztowało zwykłego człowieka?
Nie wystarczy zmienić premiera
To być może najważniejsza lekcja, którą powinny wyciągnąć wszystkie ugrupowania przygotowujące się do następnych wyborów.
Polacy nie potrzebują wyłącznie zmiany nazwiska na drzwiach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów.
Potrzebują państwa, które działa.
Państwa, w którym praca pozwala godnie żyć. W którym przedsiębiorca nie obawia się każdej kolejnej zmiany przepisów. W którym senior nie musi wybierać między lekarstwami a innymi podstawowymi wydatkami. W którym młody człowiek widzi dla siebie przyszłość. W którym energia jest dostępna w cenie pozwalającej rozwijać przemysł, a bezpieczeństwo energetyczne nie jest jedynie politycznym sloganem.
Jeżeli prawica chce przekonać większość Polaków do zmiany władzy, powinna więc odpowiedzieć nie tylko na pytanie:
jak pokonać Donalda Tuska?
Znacznie ważniejsze brzmi:
co zrobimy dla Polski i zwykłych ludzi, jeżeli już go pokonamy?
Bo odsunięcie jednego rządu i zastąpienie go drugim nie jest jeszcze sukcesem.
Sukces zaczyna się dopiero wtedy, gdy po kilku latach zwykły człowiek może powiedzieć:
żyje mi się bezpieczniej, spokojniej i lepiej niż wcześniej.
I właśnie według tego kryterium powinniśmy oceniać każdą władzę – obecną i każdą następną.
Politycy mogą zmieniać partie, tworzyć koalicje, rozwiązywać je, zakładać nowe ugrupowania i przez miesiące walczyć o kilka punktów procentowych w sondażach.
Ale ostateczny rachunek za ich decyzje zawsze trafia do zwykłych ludzi.
I to oni powinni być najważniejsi.
Marek Szczepanik
+ 48 32 757 23 35
Adres: Polska Grupa Górnicza
40-039 Katowice ul. Powstańców 28