Kiedy stoimy przed pomnikami ludzi Solidarności, składamy kwiaty i przypominamy bohaterów 1980 i 1981 roku, powinniśmy zadać sobie niewygodne pytanie: czy naprawdę pamiętamy, przeciwko czemu oni wtedy wystąpili? I czy pamięć o Solidarności jest dla nas nadal zobowiązaniem, czy staje się jedynie pięknym elementem rocznicowych uroczystości?
Ostatnie dni ponownie przypomniały nam wydarzenia sprzed 46 lat. Szczecin, Gdańsk, Jastrzębie-Zdrój, Dąbrowa Górnicza. Robotnicy, którzy mieli odwagę powiedzieć komunistycznej władzy „dość”. Cztery porozumienia społeczne i narodziny Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarność”.
Dzisiaj znamy dalszy ciąg tej historii.
Wiemy, że nadzieja nie trwała długo.
13 grudnia 1981 roku wprowadzono stan wojenny. Były internowania, represje, strach i brutalne pacyfikacje protestujących zakładów. Na Śląsku pamięć o tych wydarzeniach ma szczególny wymiar. 15 grudnia doszło do pacyfikacji kopalni „Manifest Lipcowy”, a dzień później kopalni „Wujek”, gdzie od kul zginęło dziewięciu górników.
To nie jest dla mnie wyłącznie rozdział z podręcznika historii.
Czekałem na ojca
W 1981 roku miałem 11 lat.
Pamiętam, jak jako dziecko czekałem w oknie na powrót ojca, który strajkował. Nie rozumiałem wtedy całej polityki. Jedenastoletnie dziecko nie analizuje systemów politycznych, geopolityki ani mechanizmów komunistycznej władzy.
Rozumie natomiast strach.
Rozumie nieobecność ojca.
Rozumie niepokój w domu i oczekiwanie, czy wróci.
Dlatego kiedy dzisiaj stoję przed Pomnikiem Porozumienia Jastrzębskiego, historia nie jest dla mnie czarno-białą fotografią. Ma twarz mojego ojca i wielu takich jak on.
Ludzi, którzy mieli rodziny, dzieci, swoje zwyczajne życie, a jednak w pewnym momencie uznali, że są wartości, o które trzeba się upomnieć.
Historia zatoczyła niezwykłe koło
I właśnie dlatego trudno przejść obojętnie nad pewnym symbolem współczesnej Polski.
Marszałkiem Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej jest dziś Włodzimierz Czarzasty – polityk, który należał do Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej.
Nie jest to insynuacja ani polityczna etykieta. To część jego politycznej biografii.
W demokratycznych wyborach został posłem, a następnie decyzją większości parlamentarnej wybrano go Marszałkiem Sejmu. Demokracja daje obywatelom prawo wyboru i wynik tych wyborów należy respektować.
Ale demokracja nie wymaga od nas amnezji.
Można więc – i moim zdaniem trzeba – zapytać:
jak to możliwe, że zaledwie 46 lat po robotniczym buncie przeciwko systemowi komunistycznemu jedną z najważniejszych funkcji w wolnej Rzeczypospolitej pełni były członek partii, która stanowiła polityczny fundament tamtego systemu?
To pytanie nie jest skierowane wyłącznie do Włodzimierza Czarzastego.
Jest przede wszystkim pytaniem do nas samych.
Czy wystarczy powiedzieć: „to było dawno”?
Można oczywiście odpowiedzieć, że minęło wiele lat.
Że Polska jest dzisiaj innym państwem.
Że każdy ma prawo zmienić poglądy, a odpowiedzialność jest indywidualna – nie można przypisywać każdemu szeregowemu członkowi dawnej partii odpowiedzialności za wszystkie zbrodnie i represje komunistycznego państwa.
To wszystko prawda.
Ale prawdą jest również to, że PZPR nie była zwyczajną partią polityczną funkcjonującą w demokratycznym systemie.
Była fundamentem systemu, przeciwko któremu wystąpili robotnicy w 1980 roku.
Dlatego mamy prawo pamiętać.
I mamy obowiązek zadawać pytania.
Nie po to, żeby żyć przeszłością. Po to, żeby rozumieć teraźniejszość.
Pomniki to za mało
Najbardziej obawiam się bowiem nie tego, że młodzi ludzie nie będą znali wszystkich dat.
Obawiam się czegoś znacznie poważniejszego.
Że któregoś dnia przestaną rozumieć, dlaczego ci ludzie w ogóle strajkowali.
Jeżeli Solidarność stanie się jedynie nazwą z podręcznika, pomnikiem, sztandarem wyciąganym kilka razy w roku i fotografią Lecha Wałęsy przeskakującego przez płot, przegramy walkę o pamięć.
Młody człowiek powinien wiedzieć, że prawa, które dzisiaj wydają mu się oczywiste, kiedyś oczywiste nie były.
Wolne soboty.
Prawo do niezależnego związku zawodowego.
Prawo do strajku.
Prawo do publicznego sprzeciwu wobec władzy.
Prawo do tego, aby pracownik nie był jedynie wykonawcą decyzji podejmowanych ponad jego głową.
Za tym wszystkim stali konkretni ludzie.
Solidarność nie może należeć do żadnej partii
Jest jednak również druga lekcja płynąca z tamtych wydarzeń.
Solidarność nie powinna być własnością żadnego ugrupowania politycznego.
Ani prawicy, ani lewicy, ani centrum.
Jeżeli zaczniemy oceniać historię wyłącznie według aktualnych partyjnych sojuszy, zgubimy istotę tego, co wydarzyło się w 1980 roku.
Tamci robotnicy nie wychodzili na strajk po stanowiska dla polityków.
Wychodzili po godność.
Dlatego również dzisiaj Solidarność powinna patrzeć na ręce każdej władzy – niezależnie od tego, kto aktualnie rządzi.
Jeżeli władza nie prowadzi rzeczywistego dialogu społecznego – trzeba o tym mówić.
Jeżeli decyzje dotyczące górnictwa i przyszłości Śląska podejmowane są bez pracowników – trzeba protestować.
Jeżeli transformacja gospodarcza oznacza przerzucanie kosztów na zwykłych ludzi – trzeba się temu przeciwstawiać.
I jeżeli ktoś próbuje przekonywać nas, że historia nie ma już znaczenia – trzeba ją przypominać.
Nie chodzi o zemstę. Chodzi o pamięć
Nie chcę Polski, która będzie bez końca prowadziła wojnę o przeszłość.
Chcę jednak Polski, która swojej przeszłości nie będzie się wstydziła pamiętać.
Możemy się różnić politycznie. Możemy inaczej oceniać współczesne partie, rząd, opozycję czy poszczególnych polityków.
Ale są rzeczy, które powinny pozostać wspólne.
Pamięć o ludziach, którzy walczyli o wolność.
Szacunek dla ofiar komunistycznych represji.
Pamięć o dziewięciu górnikach z „Wujka”.
Pamięć o tysiącach internowanych i prześladowanych.
I pamięć o zwyczajnych rodzinach, które w grudniu 1981 roku czekały na powrót swoich ojców, mężów i synów.
Tak jak ja, jedenastoletni chłopak, czekałem wtedy w oknie na swojego ojca.
Z pokolenia na pokolenie
Dzisiaj moje pokolenie ma inne zadanie niż nasi rodzice.
Oni musieli walczyć o wolność.
My musimy dopilnować, aby pamięć o cenie tej wolności nie została rozmyta przez polityczną wygodę.
A następnemu pokoleniu powinniśmy przekazać nie nienawiść, lecz wiedzę.
Nie potrzebę odwetu, lecz świadomość.
Nie partyjne sympatie, lecz przekonanie, że wolność, godność człowieka i prawa pracownicze wymagają stałej obrony.
Dlatego tak mocno pozostają ze mną słowa wypowiedziane podczas tegorocznych obchodów Porozumienia Jastrzębskiego:
„Niech pamięć o wydarzeniach sprzed czterdziestu sześciu lat nie będzie jedynie wspomnieniem wielkiej przeszłości. Niech stanie się zobowiązaniem”.
Właśnie tak rozumiem Solidarność.
Nie jako wspomnienie.
Nie jako muzealny eksponat.
Nie jako dodatek do partyjnej polityki.
Jako zobowiązanie przekazywane z pokolenia na pokolenie.
Bo można wybaczać.
Można się pojednać.
Można wspólnie budować demokratyczne państwo.
Ale nie wolno zapomnieć, dlaczego nasi ojcowie musieli kiedyś o to państwo walczyć.
Marek Szczepanik
+ 48 32 757 23 35
Adres: Polska Grupa Górnicza
40-039 Katowice ul. Powstańców 28