05 listopada 2026

Napięcia w "Bogdance". "Pracownicy oczekują konkretów".

Atmosfera w Lubelskim Węglu (LW) "Bogdanka" SA gęstnieje. Strona społeczna twierdzi, że pracodawca unika merytorycznego dialogu na temat przyszłości zakładu. W kilkustronicowym dokumencie skierowanym do kierownictwa firmy zawarła 52 szczegółowe pytania odnośnie sytuacji zakładu oraz transformacji gospodarczej województwa lubelskiego. Ponadto wyznaczyła termin najbliższych rozmów na 26 października. Tymczasem Zarząd - wbrew przedstawionej propozycji - zaczął forsować datę 3 listopada, co wzbudziło sprzeciw organizacji związkowych.

Zdaniem związkowców, dotychczasowe wyjaśnienia ze strony szefostwa LW "Bogdanka" są zbyt ogólne i "nie dają załodze jasnej odpowiedzi na najważniejsze pytania dotyczące przyszłości zatrudnienia, finansowania transformacji, nowych miejsc pracy, przekwalifikowania pracowników oraz warunków wykonywania usług przez pracowników PHU [Przedsiębiorstwo Handlowo-Usługowe - przyp. red. SG] »Górnik«".

- Pracownicy oczekują konkretów. Chcą wiedzieć, jakie działania są planowane, kiedy zostaną podjęte i w jaki sposób wpłyną na ich zatrudnienie, wynagrodzenie oraz bezpieczeństwo. Ogólne deklaracje o gotowości do dialogu nie zastąpią rozmów prowadzonych według ustalonego harmonogramu, z udziałem osób upoważnionych do podejmowania decyzji - podkreślają organizacje reprezentujące załogę "Bogdanki".

O problemach kopalni oraz jej załogi rozmawiamy z przewodniczącym Komisji Międzyzakładowej (KM) NSZZ "Solidarność" LW "Bogdanka" SA Mariuszem Romańczukiem.

Solidarność Górnicza: - Od wielu miesięcy można odnieść wrażenie, że dialog społeczny w LW "Bogdanka" polega na wzajemnym wysyłaniu pism przez związki zawodowe i Zarząd, czasami odbywają się jakieś rozmowy, jednak żadnej ze spraw nie udaje się rozwiązać, a nawet czytelnie wyjaśnić zarówno samym pracownikom, jak i opinii publicznej. Skąd ten klincz? Co jest tutaj - z punktu widzenia "Solidarności" - największym problemem?

Mariusz Romańczuk, przewodniczący KM NSZZ "Solidarność" LW "Bogdanka" SA: - Problemem jest podejście Zarządu. My formułujemy swoje pytania w sposób jasny i przejrzysty, jednak pracodawca odpowiada w taki sposób, jakby tych pytań nie rozumiał. Albo nie odpowiada na pytania, albo te odpowiedzi sprowadzają się do stwierdzenia, czego nie może. Nie słyszymy natomiast nic na temat tego, co Zarząd może. Stąd nasz pomysł, by uprościć wszystko do maksimum i przedstawić nasze wątpliwości w postaci 52 szczegółowych pytań, od których szefostwo Spółki nie będzie mogło uciec. Podzieliliśmy te pytania na dwie części. Pierwsza dotyczy przyszłości kopalni i zagrożeń wynikających z transformacji gospodarczej Lubelszczyzny, druga - kwestii pracy w soboty i niedziele pod firmą PHU "Górnik". Chcemy wiedzieć, jak kierownictwo LW "Bogdanka" przygotowuje firmę na trudny czas, kiedy będzie trzeba się dostosować do uwarunkowań wynikających z regulacji transformacyjnych. Chcemy wiedzieć, co czeka pracowników. Chcemy wiedzieć, co czeka cały region. Na razie wszyscy spychają ten temat na innych - Zarząd na samorządowców, samorządowcy na rząd, rząd wprowadza regulacje narzucone przez Brukselę, pieniędzy z Brukseli nie ma, pieniędzy od rządu tym bardziej nie ma... Tylko zwykli ludzie żyją w niepewności i finalnie będą ponosić wszystkie koszty decyzji podjętych na wyższych szczeblach. Zwracam uwagę, że kopalnie górnośląskie są objęte systemem dopłat do redukcji wydobycia, co w pewien sposób porządkuję kwestię ich funkcjonowania, jednak też nie rozwiązuje kwestii katastrofalnych skutków społecznych, jakie przyniesie likwidacja tamtejszego przemysłu. My natomiast nie mamy żadnego "parasola ochronnego", a jesteśmy jedynym tak dużym zakładem w okolicy. Zarząd opowiada bajki o rzekomej dywersyfikacji działalności, jednak nie robi nic, by nas do tego przygotować. Udział przychodów Spółki z obszarów innych niż działalność górnicza jest marginalny. Dostarczamy ciepło dla Łęcznej (oprócz produkcji na własne potrzeby) i w zupełnie drobnym zakresie zajmujemy się transportem kolejowym. Odpowiadając na pytanie, pracodawca zbywa nas ogólnikami i nie potrafi zadbać o przyszłość zakładu, dlatego jesteśmy blisko utraty zaufania do Zarządu, bo przestaje on być dla nas wiarygodnym partnerem w dialogu społecznym. To jest chyba największy problem.

SG: - Krytykujecie Zarząd za bezczynność i brak wizji na przyszłość. W tym momencie warto zapytać, czy związki zawodowe mają taką wizję dla LW "Bogdanka"?

MR: - Oczywiście. Zacznijmy od transformacji. Jest ona wymuszona przez Brukselę i nie jesteśmy jej zwolennikami, ale w sytuacji, gdy nie da się jej uniknąć, chcemy gwarancji, że powstanie tutaj tyle samo i tak samo płatnych miejsc pracy, ile jest teraz, kiedy istnieje "Bogdanka". Chodzi o stworzenie warunków, które przyciągną tutaj przedsiębiorców. Na razie takim magnesem jest kopalnia. Sama daje pracę, a jednocześnie sprawia, że powstają firmy działające wokół niej. Poza nią nie ma tutaj zakładów o takim potencjale, dających stabilne, dobrze płatne zajęcie. Nie tak dawno widziałem porównanie średniego wynagrodzenia w bezpośrednim sąsiedztwie "Bogdanki" do średniej płacy w województwie lubelskim. Różnica była niemal dwukrotna. Tutaj ludzie zarabiają dwa razy więcej niż wynosi średnia dla całej Lubelszczyzny. Żeby statystycznie zrównoważyć utratę obecnie istniejących miejsc pracy, należałoby ich tutaj stworzyć dwa razy tyle, co jest w Lubelskim Węglu. LW "Bogdanka" zatrudnia około 6 tysięcy osób, spółki to kolejny tysiąc. Musiałoby zatem powstać 12-14 tys. nowych miejsc pracy. To mało prawdopodobne również ze względu na niepewną sytuację geopolityczną i wojnę toczącą się za naszą wschodnią granicą. Inwestorzy unikają takich miejsc. Poza tym wciąż nie mamy dobrych połączeń z trasami szybkiego ruchu. Z porównywalną sytuacją mieliśmy do czynienia w Rejowcu. Tam kiedyś funkcjonowała kopalnia kredy oraz cementownia. Zakłady te zlikwidowano, w zamian tworząc strefę ekonomiczną. I co? Choć minęło kilkanaście lat, przedsiębiorcy wcale się nie zabijają, aby stawiać tam swoje fabryki, chociaż mają udostępnione przyłącza energetyczne, gaz, infrastrukturę kolejową... Efekt jest taki, że cementowni w Rejowcu nie ma, ale inwestorów tworzących nowe miejsca pracy też nie ma. Podobnie byłoby u nas. Mówimy o tym głośno i nieustannie, nie przejmując się "polityczną poprawnością", bo chcemy uniknąć najgorszego. Od 2024 roku podjęliśmy 40 inicjatyw na rzecz ocalenia "Bogdanki". To były pisma do ministerstw, wizyty w Sejmie, uczestnictwo w posiedzeniach komisji sejmowych czy sejmiku wojewódzkiego. Takiej manifestacji, jak w kwietniu ubiegłego roku, nie było na ulicach Lublina od wielu lat.

SG: - Jakich ruchów oczekujecie od Zarządu w chwili obecnej?

MR: - Domagamy się jakiejkolwiek aktywności w obszarze zarządzania. Nie może być tak, że Zarząd nic nie robi, bo liczy na wzrost cen węgla albo oczekuje na wskazówki z ministerstwa. Jednym z podstawowych zadań kierownictwa LW "Bogdanka" jest kreowanie kierunków rozwoju Spółki. Za poprzedniego Zarządu tworzono ambitne strategie. Przewidywano w nich, że rozszerzymy działalność na eksploatację niezwykle cennych tak zwanych surowców krytycznych. Byli tacy, którzy to obśmiewali, więc mamy to, co mamy. Dziś pan prezes chwali się, że posiadamy kompetencje w zakresie prania odzieży i utrzymania terenów zielonych. Na tyle stać osoby odpowiedzialne za rozwój Spółki. Nikogo nie stać na przeanalizowanie możliwości wydobywania innych kopalin niż węgiel. A przecież to, na czym pracownicy "Bogdanki" znają się najlepiej, to właśnie eksploatacja podziemna. Tutaj upatrywałbym jakichś szans na przetrwanie, jeśli decyzją unijnych biurokratów wydobywanie węgla stanie się niemożliwe. Niestety, Zarząd nie zajmuje się tym, do czego jest zobowiązany. A powinien analizować, pewne rzeczy przewidywać i w momencie, kiedy pojawi się koniunktura, być gotowym do sprzedaży produktu, na który jest zapotrzebowanie. Mówiłem rok temu, że będzie problem z dostępnością węgla. I tak się oczywiście stało, podczas gdy my nie jesteśmy na tę sytuację przygotowani, bo dysponujemy tylko dwiema ścianami. Jeśli dobrze pójdzie, w tym roku wydobędziemy 8 milionów ton, choć moglibyśmy sprzedać o milion więcej. Nikt jednak nie pomyślał z wyprzedzeniem, by przygotować trzecią ścianę. Teraz media donoszą o statkach z kolumbijskim węglem, który płynie do Polski. Importujemy coś, co mamy u siebie i sami moglibyśmy wydobyć, bo w gronie osób zarządzających zabrakło kogoś, kto by zdecydował o przeprowadzeniu odpowiednich inwestycji, kiedy był na to czas.

SG: - Osobną część pisma skierowanego na ręce Zarządu poświęciliście warunkom wykonywania usług przez PHU "Górnik". Wytłumaczmy może, czym jest ten podmiot i jakie rozwiązania postulujecie?

MR: - W skrócie - te same osoby, które od poniedziałku do piątku są pracownikami LW "Bogdanka", w soboty i niedziele stają się pracownikami PHU "Górnik". Choć wszystko odbywa się na tej samej kopalni, wykonywane są te same zadania przez tych samych ludzi, wszyscy udają, że zasada pracy od poniedziałku do piątku obowiązuje, bo w weekendy pracodawcą nie jest LW "Bogdanka", tylko podmiot zewnętrzny, pośrednik wynajmujący pracownika do pracy w soboty i niedziele. Mamy do czynienia z jawnym obchodzeniem Kodeksu pracy, jeśli chodzi o pracę w nadgodzinach. Taka praca powoduje zmęczenie, przyczynia się do wzrostu wypadkowości, bo pracownik zmęczony jest mniej precyzyjny, a ponadto mniej efektywny. Niektórzy się na to decydują, bo mają do spłacenia kredyty, bo potrzebują pieniędzy na jakieś większe wydatki. Nam zależy na tym, żeby pracownicy zarabiali jak najwięcej od poniedziałku do piątku - zgodnie z duchem "porozumień sierpniowych", wedle których soboty miały być wolne. W sytuacji, gdy ktoś z własnej, nieprzymuszonej woli chce przyjść do pracy w weekend, powinien godziwie zarobić, mieć pewność, że będzie doceniony i że atmosfera pracy będzie odpowiednia. Kiedy sam byłem kierownikiem, zadbałem o to, aby wszyscy moi ludzie pracowali pod LW "Bogdanka" - również w weekendy, ale wtedy mogli wybrać wolne za nadgodziny w tygodniu. Do tej pory górnicy strzałowi i wydawcy materiałów wybuchowych pracują w tym systemie. Tak samo ratownicy, dyspozytorzy oraz osoby kierujące zakładem. Można? Można. Tylko wtedy trzeba umiejętnie zarządzać pracą, dostarczać pracownikom narzędzia i materiały na czas, tak aby nie siedzieli bezczynnie, bo ktoś czegoś nie dopilnował. Nie trzeba byłoby również wydawać astronomicznych kwot - rzędu 360 mln złotych w pierwszym półroczu - na outsourcing.

SG: - Dziękujemy za rozmowę.

 

Benefity: Warto być członkiem związku

Legitymacja elektroniczna i karta rabatowa Lotos

Klub PZU Pomoc dla NSZZ Solidarność

Imprezy, koncerty, rozrywka

Parki rozrywki

Sport i rekreacja

Wczasy i wypoczynek

Turystyka

Zobacz wszystkie Benefity

Kontakt

+ 48 32 757 23 35

Adres: Polska Grupa Górnicza

40-039 Katowice ul. Powstańców 28

Organizacja Zakładowa NSZZ „Solidarność” Pracowników Centrali Polskiej Grupy Górniczej S.A.