Często przychodzi mi ono do głowy, gdy słyszę wypowiedzi osób publicznych na temat oparcia bezpieczeństwa energetycznego Polski na węglu kamiennym.
Ubiegłoroczna kampania wyborcza i powtarzane wtedy tezy o ogromnych zasobach węgla niczego nas najwyraźniej nie nauczyły. Owszem – zasoby są duże, ale w większości nie znajdują się w czynnych kopalniach. A nawet jeśli się tam znajdują, to często leżą zbyt głęboko lub zbyt daleko, by można było je eksploatować przy użyciu istniejącej infrastruktury.
Jeszcze kilkadziesiąt lat temu funkcjonowały w Polsce duże przedsiębiorstwa zajmujące się drążeniem szybów, także na potrzeby zagraniczne. Dziś pozostało jedno, o znacznie mniejszym potencjale. Przez lata nie było zapotrzebowania na nowe szyby, a przede wszystkim brakowało pieniędzy. Obecnie, zgodnie z obowiązującymi przepisami, od decyzji o budowie szybu do jego uruchomienia mija co najmniej dziesięć lat. Tymczasem inwestycje górnicze napotykają również rosnący sprzeciw społeczny, zwłaszcza na Górnym Śląsku.
Od lat pięćdziesiątych XX wieku Polska konsekwentnie budowała potencjał górnictwa węgla kamiennego – rozwijano kopalnie, modernizowano infrastrukturę, kształcono kadry, tworzono zaplecze techniczne i produkcyjne. W latach siedemdziesiątych przyniosło to znakomite efekty – zarówno pod względem wydobycia, jak i poziomu technologicznego. Być może jednak wtedy pojawiło się złudzenie, że ten stan będzie trwał wiecznie.
Późniejsze lata przyniosły kryzysy i transformację gospodarczą. Potencjał górnictwa zaczął się kurczyć – kopalnie zamykano, zakłady zaplecza znikały, doświadczeni pracownicy odchodzili. Spadający popyt na węgiel oraz malejąca atrakcyjność zawodu górnika doprowadziły do niedoboru kadr. Dziś nie kształcimy już wystarczającej liczby specjalistów.
W efekcie, mimo że w ostatnich latach nie zamykano masowo kopalń węgla kamiennego, wydobycie systematycznie spada. Po wybuchu wojny w Ukrainie pojawiły się deklaracje zwiększenia produkcji, jednak nie udało się nawet zrealizować pierwotnych planów. Do dziś brakuje rzetelnej analizy przyczyn tego stanu rzeczy – być może dlatego, że presja była niewielka, skoro popyt na węgiel i tak maleje.
Na marginesie warto wspomnieć o chaosie związanym z importem węgla po 2022 roku. Trudno ocenić, czy doszło do nieprawidłowości, ale widać było wyraźnie, że dla wielu decydentów węgiel to po prostu „czarna substancja, która się pali”. Tymczasem jego jakość i parametry mają kluczowe znaczenie.
Nie twierdzę, że znam się na wszystkim, ale górnictwo węglowe nie jest mi obce. Dlatego z dużym sceptycyzmem podchodzę do opinii, że polska energetyka powinna opierać się na krajowym węglu. Teoretycznie jest to możliwe – dysponujemy wciąż znaczącymi mocami wytwórczymi opartymi na węglu. W praktyce jednak istnieje realne ryzyko, że zabraknie surowca.
Zgodnie z Umową Społeczną określono harmonogram wygaszania kopalń. Problem polega na tym, że już w momencie jej podpisywania wydobycie było wyższe niż obecnie. Dziś niektóre kopalnie nie mają już dostępu do nowych pokładów. Można więc odnieść wrażenie, że plan likwidacji sektora realizujemy szybciej, niż zakładano.
Dlatego postulaty budowania bezpieczeństwa energetycznego wyłącznie na krajowym węglu wymagają znacznie większej ostrożności i realizmu.
TG
+ 48 32 757 23 35
Adres: Polska Grupa Górnicza
40-039 Katowice ul. Powstańców 28