Politykę zagraniczną najlepiej oceniać nie po PR-owych ustawkach, konferencjach prasowych, zdjęciach czy deklaracjach, lecz po efektach. Obywatele finansują funkcjonowanie państwa, w tym działalność premiera, wicepremiera kierującego Ministerstwem Spraw Zagranicznych i całego rządu, mają więc prawo oczekiwać, że polskie interesy będą skutecznie reprezentowane. Obóz władzy robi dużo szumu w kraju, ale nie potrafi wskazać konkretne sukcesy w polityce zagranicznej.
Po ponad dwóch latach rządów coraz częściej pojawia się konkretne pytanie: co właściwie zostało dowiezione?
Porażka na odcinku amerykańskim
Najbardziej widoczne wątpliwości dotyczą relacji ze Stanami Zjednoczonymi. Dla Polski to nie jest jeden z wielu partnerów. To państwo, które pozostaje filarem bezpieczeństwa NATO na wschodniej flance, dysponuje największym potencjałem militarnym i jako jedyne może w krótkim czasie udzielić Polsce realnego wsparcia w sytuacji kryzysowej.
Tymczasem trudno wskazać spektakularne sukcesy rządu w relacjach z administracją amerykańską. W przestrzeni publicznej większy rozgłos zyskują działania kancelarii prezydenta niż inicjatywy rządu. Gdy przedstawiciele Pałacu Prezydenckiego rozmawiają w Waszyngtonie o stałej obecności wojsk USA w Polsce, pojawia się naturalne pytanie: gdzie w tym wszystkim jest rząd? Gdzie jest premier Donald Tusk i wicepremier Radosław Sikorski?
Jeszcze większe wątpliwości budzi przekaz. Polska potrzebuje jasnego sygnału, że pozostaje lojalnym i przewidywalnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. Tymczasem publiczne wypowiedzi podważające determinację USA do wypełniania zobowiązań sojuszniczych słusznie zostały odebrane jako osłabianie zaufania między partnerami. W dyplomacji słowa również mają konsekwencje. Szczególnie gdy wypowiadane są z pozycji pacynki, którą sterują inne ręce w Unii Europejskiej.
Porażka na odcinku europejskim
Nie lepiej wygląda bilans w UE. Przed wyborami zapowiadano odzyskanie wpływów i silniejszą pozycję Polski przy europejskim stole. „Nikt mnie nie ogra” nadymał się Tusk. Trudno jednak dostrzec przełomowe sukcesy negocjacyjne. Pakt migracyjny stał się faktem, a realizacja umowy Mercosur potwierdza obawy polskich rolników. Jeżeli (deklarowanym) celem było skuteczniejsze bronienie polskich interesów, trudno uznać te wydarzenia za dowód politycznej sprawczości.
Oczywiście mam świadomość, że polityka zagraniczna nie jest prostą grą, w której każde państwo osiąga wszystkie swoje cele. Polska nie decyduje samodzielnie o kierunku działań Unii Europejskiej ani o strategii Stanów Zjednoczonych. Rząd nie może jednak nic nie robić oprócz lansowania się na realizacji działań poprzedników.
Gdzie są sukcesy rządu Tuska?
A gdzie są nowe sukcesy, które miały być efektem zapowiadanego „powrotu do głównego nurtu”? Jakie decyzje udało się Polsce przeforsować? Jakie strategiczne cele osiągnięto dzięki nowemu stylowi prowadzenia polityki zagranicznej?
To są pytania, na które podatnicy mają prawo oczekiwać odpowiedzi. Bo płacą za coś, czego nie ma. Dyplomację ocenia się nie po deklaracjach, lecz po rezultatach, a jeśli rezultatów nie widać, coraz trudniej przekonać obywateli, że zapowiadana zmiana rzeczywiście przyniosła Polsce wymierne korzyści.
Źródło: PAP | Autor: (sko) PAP/Marcin Obara | Licencja: PAP | Donald Tusk
Tysol
+ 48 32 757 23 35
Adres: Polska Grupa Górnicza
40-039 Katowice ul. Powstańców 28